wtorek, 3 lutego 2015

Ulubieńcy Stycznia #1


Mamy już początek lutego (też macie takie wrażenie, że czas strasznie pędzi?) Dopiero co był początek roku, a już pierwszy miesiąc za nami, dlatego postanowiłam zacząć od serii z moimi ulubieńcami. Bardzo podoba mi się pomysł takiej serii, dlatego nie przedłużając, zapraszam do zapoznania się z rzeczami, które lubię, a przy okazji również ze mną.





#1

Pierwszym ulubieńcem jest żel pod prysznic z Yves Rocher o zapachu czekolady i pomarańczy. Przyznam szczerze, że nigdy jakoś nie przepadałam za zapachami pomarańczy poza jej naturalną formą, to raczej moja mama ma na tym punkcie obsesje. Nie trudno jest więc się domyślić, że również ten żel był jej pomysłem. Przyznaję się bez bicia, nie ja wpadłam na pomysł jego kupna, ale zakochałam się w nim jak tylko go poczułam! No i tak się jakoś złożyło, że od teraz podbieram go mamie.. ups ;)

Jeśli chodzi o cenę to jest to koszt około 12 zł, dokładnie nie jestem w stanie powiedzieć bo tak jak wspominałam, nie ja go kupowałam.








#2

Powiem Wam szczerze, że w ostatnim czasie zostałam bardzo miło zaskoczona przez "biedronkowe" rzeczy. Ba! Aż trzy produkty, które znalazłam w tym sklepie znajdą się w dzisiejszym poście, a oto pierwszy z nich! Nie wiem czy sama bym się na ten płyn micelarny skusiła, gdyby nie GlamPaula, której kanał w ostatnim czasie niezmiernie polubiłam i serdecznie go polecam! Właśnie tam w kilku swoich filmikach wspominała ona o tym płynie i postanowiłam spróbować. Zdecydowanie przypadł mi do gustu! Przede wszystkim konsystencja, bo niestety nienawidzę wszelkich tłustych mas, dwufazówek, czy też mleczek do demakijażu. Zdecydowanie muszę mieć coś "wodnistego", delikatnego, świeżego, a ten płyn właśnie taki jest! Dobrze zmywa makijaż, a dodatkowo przyjemnie pachnie i jest niesamowicie tani, bo kosztuje około 4 zł! Jestem na tak! 




#3

A oto kolejny produkt zakupiony w biedronce, aczkolwiek z Bell'a. Jest to korektor w płynie z minerałami (mój to akurat odcień 1). Wiecie jak to jest, że gdy tak się dogłębnie zastanowicie nad sobą, to dochodzicie do wniosku, że wszystkie cechy jakie przejęliście od rodziców to akurat te mniej ciekawe? Po mamie odziedziczyłam nie tylko swój wybuchowy charakter (tak, tak nerwus ze mnie) to jeszcze piekielne cienie pod oczami. Niestety usunąć je w naturalny sposób jest po prostu niewykonalne, więc pozostaje tuszowanie. Dlatego też ciągle próbuję czegoś nowego i tak wpadłam na korektor Bell Multi Mineral. Przyznam szczerze, że jestem z niego zadowolona. Nieźle kryje, jest dość wydajny, zapach może nie jest jakiś oszałamiający, ale w żadnym stopniu mi nie przeszkadza, a efekt wszystko wynagradza. Koszt to około 8-9 zł, więc myślę że warto spróbować.






#4

Wazelina biała od firmy Ziaja.  Kupiłam ją właściwie już kilka miesięcy temu, ale zaliczyłam ją do ulubieńców stycznia dlatego, że właśnie w tym okresie zaczęłam jej znacznie częściej używać. Choć zastosowań może mieć bardzo wiele, ja stosują ją na usta, bo w ostatnim czasie mam z nimi istne urwanie głowy. Są strasznie podatne na zniszczenia, ciągle mi się wysuszają i pękają, dlatego zazwyczaj nakładam ją na noc. Przy regularnym użyciu efekty są naprawdę zauważalne, a jej koszt to zaledwie kilka złotych. 









#5

Kolejny produkt do ust to pomadka Baby Lips od jednej z moich ulubionych marek kosmetycznych czyli Maybelline New York. Jest to odcień Pink Punch. To co w tej pomadce jest fajne to to, że chociaż nie daje jakiegoś wielkiego nawilżenia, to bardzo fajnie wygląda na ustach, i dzięki pigmentowi w niej zawartemu nadaje im bardzo przyjemny różowy odcień. Bardzo ja polubiłam i dosyć często jej w ostatnim czasie używam. Cena to około 15 zł, ale zawsze można ją upolować na jakiejś promocji, ja chyba nawet własnie tak zrobiłam ;)








#6

Ostatni już kosmetyk jaki Wam pokażę w dzisiejszym poście to lakier do paznokci z Rimmela, z serii 60 seconds by Rita Ora, odcień  863 Do not disturb.  Lakier dostałam na święta, ale dopiero niedawno zdecydowałam się na użycie go. Spowodowane to było moim okresem buntu przeciwko wszystkiemu co "niepiaskowe". Tak, tak ostatnimi czasy jedyne czym malowałam paznokcie to piaskowe lakiery, bo nie dość, że powalająca faktura (zwłaszcza w imprezowym wydaniu) to jeszcze schną w mgnieniu oka, i nie musisz się martwić tym że się wgniotą, albo odbijesz na nich poduszkę (błagam, niczego na nich nie widać! :) ) W końcu jednak postanowiłam wyjść z mojej strefy komfortu, i spróbować na swoich paznokciach odcienia, który mnie już od dłuższego czasu fascynował... 








No i powiem Wam, że się nie zawiodłam! Lakier co prawda schnął dłużej niż 60 sekund, nie czarujmy się, to by było zbyt piękne, ale przyznam szczerze, że zdążył wyschnąć zanim zostałam doprowadzona do szaleństwa, albo co gorsze ubrudziłam nim cały dom. 
Efekt też zadowalający, jedna warstwa i już dobre krycie, trzymał się dobrych parę dni zanim zaczął się ścierać bądź odpryskiwać, jedynie nieco widać mi już było "odrosty" ale to wina moich jakże szybko rosnących paznokci ;) Lakier godny polecenia, na pewno będę go częściej używać. Z tej serii mam jeszcze ciemny fiolet (613 Midnight Randezvous) więc niebawem też go wypróbuję.









                                  #7

A oto trzeci zapowiadany produkt z biedronki. Tym razem nie jest to żaden kosmetyk, a kubek termiczny. Od dłuższego poszukiwałam czegoś dokładnie takiego! Po pierwsze długo trzyma ciepło, więc spokojnie można go brać do szkoły, pracy czy też na uczelnie. Drugi plus to "klikacz" :D Czyli ta blokada, która dopiero po w kliknięciu jej do środka pozawala na przepływ zawartości. Dzięki temu mamy pewność, że nic nam się nie wyleje w torbie. Ktoś mógłby powiedzieć, że kubek może się odkręcić... Uwierzcie mi ciężka sprawa! Odkręcenie go nie jest wcale bułką z masłem, więc i tu nie powinno być żadnych problemów. Duży plus również za wykonanie, wygląd i poręczny kształt. Pewnie trzyma się go w ręce, a w dodatku jest naprawdę ładny. Jestem z niego ogromnie zadowolona, zwłaszcza że już długi czas szukałam takiego kubka, i zawsze miałam problem albo z przeciekaniem, albo niebezpiecznym otwarciem itd. itp. Ten za to ma same plusy. Dodatkowo kosztował niecałe 20 zł. Jak mówiłam, znalazłam go w biedronce, z tego co kojarzę był w różnych wariantach kolorystycznych oraz coś dla fanów piłki nożnej, w wersjach klubowych (m.in. Real i Barcelona, dalej nie wnikałam ;) )


#8

Ostatni "namacalny" ulubieniec to moje ulubione etui do telefonu! Ostatnimi czasy mam wielką fazę na "ubranka" dla mojego telefonu i zaopatrzyłam się w kilka nowych. To które możecie zobaczyć na zdjęciu to mój zdecydowany ulubieniec. Po pierwsze jest wykonany z grubego i elastycznego materiału. Po drugie wzór z uroczą żyrafą jest powalający, a całe etui zawiera takie delikatne, błyszczące drobinki, które dodają mu jeszcze więcej uroku! Jest dobrze wyprofilowane i nie utrudnia użytkowania, jak zdarzało mi się to w innych obudowanych pokrowcach. Etui zamówione na allegro. Koszt to 10 zł plus przesyłka, która mnie osobiście rozłożyła się na znacznie drobniejsze części bo etui zamawiałyśmy razem z koleżankami. Żałuję tylko, że nie wiedziałam, że te etui będą tak fajnie wykonane bo zamówiłabym więcej wzorów z tej serii!







Ponieważ post i tak wyszedł już dość długi, aja nie chcę Was od samego początku zanudzać, pokrótce przedstawię Wam ulubieńców z tych trzech kategorii.

#9


Jeśli chodzi o muzykę to w tym miesiącu zdecydowanie króluje u mnie Matt Pokora! Jest to człowiek, który dokonał rzeczy niesamowitej, bo sprawił, że słucham (ba, że słucham - UWIELBIAM) piosenki śpiewane w języku francuskim. Co w tym niesamowitego? Powiedzmy, że nie należę do wielbicieli tego języka, i niestety nie rozumiem tego całego "romantyzmu" który ponoć w nim tkwi. Sympatycy francuskiego, wybaczcie! No, ale z Mattem Pokorą jest u mnie tak dość przekornie, bo francuskiego nie lubię, a jego muzykę pochłaniam, bo słucham pierwszy raz jego jakiejś piosenki i myślę, że to nie dla mnie, i nim się obejrzę ta sama piosenka towarzyszy mi ciągle i wszędzie, łącznie z moją głową, w której ją nucę. Jego ostatni album "A la poursuite du bonheur" totalnie zdobył moje serce, a film z trasy koncertowej o tym samym tytule, to coś czego słuchałam/oglądałam najczęściej. Aj aj, miało być krótko, a rozmarzyłam się o Pokorze! Dobra, przechodzę więc do sedna, a Matt ewentualnie pojawi się jako główny bohater w jednym z moich następnych postów! 

                                          

Właśnie wychodzi nowiutki album Matta R.E.D i szczerze mówiąc zapowiada się niesamowicie! Zacieram ręce, bo chciałabym już go mieć w swoim posiadaniu. Matt podzielił się już pierwszymi singlami wraz z clipami. I jak to w przypadku Matta od kolejnego nie pierwszego przesłuchania zakochałam się do szaleństwa, zwłaszcza w  Le Monde, który jest muzycznym ulubieńcem stycznia, bo słucham tego kawałka baaardzo często!




#10

Jako, że w ostatnim czasie nie maiłam czasu na obejrzenie jakiegoś fajnego filmu, z czytaniem książek w trakcie szkoły też jest raczej ciężko (po nadrabiam te braki teraz w trakcie ostatnich beztroskich ferii - ha ha ha... ) za to jest serial, który oglądam już od dawna, ale niezmiennie trzyma poziom, i dalej potrafi mnie zadziwić na różne sposoby, a w ostatnim czasie odcinki wyjątkowo mi się podobały więc ulubieńcem stycznia w kategorii serial jest

Pretty Little Liars


Kto by pomyślał, że z biegiem czasu będzie jeszcze więcej tajemnic do odkrycia? JA jestem zachwycona, i czekam na to, co przyniosą nam kolejne odcinki!

Przepraszam, przepraszam, że tak długo! :) Nie mogłam się powstrzymać, bo wciąż jestem podekscytowana tym, że w końcu tworzę moją własną, blogową przestrzeń dokładnie tak jak chcę. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, komu przypadnie ona do gustu i będzie mnie odwiedzał. Chętnie poznam również innych blogerów i Was poodwiedzam! 
Jak podobają Wam się moi ulubieńce? Używacie któregoś z tych produktów? A może jest tu jakaś fanka Matta Pokory, albo ktoś oglądający PLL? Zapraszam do odpowiadania w komentarzach :*

10 komentarzy :

  1. wazelinka z ziaji jest zawsze przy mnie ;-) uwielbiam ją stosować do moich zawsze suchych ust :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kubek termiczny to coś w sam raz jak na ten sezon!! Kiedy jest tak zimno i nie ma gdzie kupić sobie do picia czegoś ciepłego wystarczy sięgnąć do torby ;) Trzeba przyznać też, że wygląda całkiem nieźle!
    http://gangetpolska.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam kilka lakierów z tej serii i bardzo je lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Też lubię Pretty Little Liars :D
    Zapraszam do siebie :)
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  5. oo baby Lips ♥

    Zapraszam
    unnormall.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialne etui na telefon! :) Bardzo podobają mi się kolory lakierów Rimmel z serii 60 secods, ale u mnie trzymają się dosyć krótko i szybko gęstnieją w buteleczkach ;( Na domiar złego mam jeden cudny niebieski lakier, który okropnie barwi paznokcie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście kolory są piękne, ale z tą zielenią/morskim odcieniem czy też jak ktoś ma ochotę nazwać mam to samo, rzeczywiście odbarwia on płytkę, i bez bezbarwnego z nim już się nie ruszam. Trzymał mi się dość długo jak na lakier więc tutaj narzekać nie mogę, a o zgęstnieniu się nie wypowiem bo mam go stosunkowo nie tak długo, więc na razie wszystko jest w porządku :)

      Usuń
  7. Mam baby lips i wazeline. Marzy mi się ten żel pod prysznic. Musi genialnie pachnieć.

    http://zyjewmoimwlasnymswiecie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. ja oglądam pll ♥ najlepszy serial na świecie! :)
    fajny post, również polecam sporo tych ulubieńców :)

    zapraszam do mnie [KLIK]♥

    OdpowiedzUsuń

● Serdecznie dziękuję za każdy pozostawiony komentarz, który jest dla mnie motywacją do dalszego pisania.
● Z pewnością odwiedzę Twojego bloga! :)
● Pozdrawiam!
-Kath.