14 lutego dzień, w którym ze wszystkich możliwych stron napierają na nas wszelkiej maści przedmioty i gadżety, koniecznie w odcieniach od pudrowego różu po krwistą czerwień. Romantyzm, miłość, kartki walentynkowe, misie, perfumy, książki - wszystko dosłownie utrzymane w miłosnej tematyce. Dla jednych - jeden z najpiękniejszych dni w roku, dla innych - największy koszmar. Ja osobiście do walentynek podchodzę z ogromnym dystansem. Uwielbiałam je gdy byłam młodsza, teraz bardziej działają mi na nerwy. Może to dlatego, że z wiekiem człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę z komercjalizacji tego święta? Nie mam nic do święta zakochanych, na prawdę. Jeśli kochająca się para ma ochotę jakoś wyjątkowo spędzić ten dzień, to droga wolna. Jednakże sama wychodzę z założenia, że kocha się przez cały rok, i te uczucia powinno się okazywać na okrągło a nie tylko raz w roku. Może nie jest to zbyt odkrywcze założenie, ale chyba jednak prawdziwe, prawda? W każdym bądź razie ja moje walentynki spędzam jako singielka, i nie mam z tego powodu jakiegoś kompleksu. Z resztą zabawnie jest słuchać moich przyjaciółek i uroczych zażaleń na ich drugie połówki.
Właściwie dzień miałam spędzać w domu, wiecie taki no-life :D Rano standardowo wyciorana przez mamę na zakupach, później planowałam troszkę ogarnąć się, pomóc w obiedzie no i bez żadnego spinania, swobodnie obejrzeć sobie skoki narciarskie. Jeśli chodzi o kibicowanie, to dzisiaj zdecydowanie miałam ułatwione zadanie. W konkursie udział wziął tylko jeden z moich ulubieńców, więc nie byłam rozdarta. Oczywiście trzymałam mocno kciuki za Piotrka i Olka (patriotyzm musi być <3) Ale sercem byłam za Peterem. No i cóż mogę powiedzieć? Duma mnie rozpiera, a uśmiech nie schodzi z twarzy. (Wie ktoś jak długo utrzymuje się stan euforii? Obawiam się, że to niebezpieczne u mnie) Peter nie tylko wygrał dzisiejszy konkurs, wysunął się na prowadzenie w ogólnej klasyfikacji Pucharu świata (nareszcie!) ale dodatkowo pobił rekord świata pokonując aż 250 m!
Dzięki temu miałam przyjemność popisać z przesympatycznymi fankami skoków narciarskich z Polski i z Niemiec. Kolejny miły akcent tego dnia.
No tak, i niespodziewanie w naszym domu odbyła się mała rodzinna imprezka, więc uśmiałam się niesamowicie.
Moje najlepsze walentynki <3
A Wy jak spędzaliście ten dzień? Prezenty walentynkowe udane? A może w ogóle nie obchodzicie święta zakochanych? No i przyznać się, kto oglądał skoki i był pod wrażeniem skoku Prevca, albo może klął, że akurat on wygrał? Czekam na Wasze opinie w komentarzach :* Przy okazji dziękuję za każdy komentarz pozostawiony na moim blogu :* To jest niesamowita motywacja, i obiecuję, że zajrzę do każdego z Was :*



Rany, Dziewczyno, kocham Cię za komentarz na moim blogu! W RESZCIE ZACZYNAM WIERZYĆ, ŻE KTOKOLWIEK CZYTA MOJE POSTY NA SERIO, DZIĘKUJĘ! <3
OdpowiedzUsuńCo do matury i seriali - nie przejmuj się, ze mną było w zeszłym roku dokładnie tak samo! Jak zaczęłam w grudniu oglądać seriale, tak obudziłam się z ręka w nocniku tydzień przed maturą i zamiast się uczyć, to... no tak, znalazłam kolejny serial. Obejrzałam Supernatural (8 sezonów po 23 odcinki każdy, 42 minuty jeden), Jak poznałem waszą matkę (10 sezonów x 24 odcinki, każdy 25 minut), Revenge (3 sezony x 22 odcinki x 42 minuty), Mordercę z White Chapel (3 sezony x bodajże 4 odcinki x godzina), American Horror Story (3 sezony x nie pamiętam ile odcinków x 40 minut chyba), obejrzałam też 2 sezony Breaking Bad + nasze polskie seriale - obejrzałam całą Magdę M, Usta Usta, Teraz albo nigdy, Klub Szalonych Dziewic, no i byłam na bieżąco z Przepisem na Życie, Prawem Agaty i Na wspólnej XD Tak wyglądała moja klasa maturalna :D No i co? Nic. Chyba sama sobie udowodniłam, że coś tam w głowie mam, bo zdałam maturę lepiej niż myślałam, dostałam się na wymarzone studia, gdzie ponoć hardcorowo się dostać - byłam jakoś 30 na liście. Także nie przejmuj się, wszystko da się zrobić!
O moich Walentynkach nie będę Ciebie zanudzać, wszystko jest w nowym poście u mnie, więc jak masz chwilę to możesz zajrzeć, a jeśli go przeczytasz to w nagrodę obejrzyj sobie z 3 odcinki jakiegoś serialu haha XD
dddominika.blogspot.com
Walentynki spędziłam na spokojnie w domu ale najważniejsze, że byli przy mnie mój mąż i synek :)
OdpowiedzUsuńDla mnie walentynki stały się dość przereklamowane. Nie rozumiem, dlaczego para musi czekać na ten dzień by spędzic ze soba miło czas? Przecież w normalne dni również mogą pójść do kina czy wyznać miłość. Tak czy inaczej, ja walentynki spędziłam bardzo przyjemnie z przyjaciółką ;D
OdpowiedzUsuńBardzo proszę o poklikanie w linki. To dla mnie bardzo ważne! !http://wiktooria-blog.blogspot.com/2015/02/appreciatechoies.html
Ja spotkałam się z przyjaciółkami ;D
OdpowiedzUsuńZapraszam :
unnormall.blogspot.com
Proszę o klikanie w baner Sheinside,będę bardzo wdzięczna i szczęśliwa! :D